safari nurkowe Egipt 09/2007

lodz-safari.jpgsafari nurkowe Egipt

Decyzję o wyjeździe na Safari do Egiptu podjęłam jeszcze zanim rozpoczęłam swoją historię z nurkowaniem. Pomyślałam: „to może być początek pięknej przygody mojego życia – muszę tam być!”. Pod okiem mojego cierpliwego męża i instruktorów z Klubu NEREUS i BANANA DIVERS dzielnie ćwiczyłam, aż otrzymałam uprawnienia płetwonurka. Oto relacja z wyprawy – safari nurkowe Egipt:

W końcu nadszedł ten oczekiwany dzień – piękne wrześniowe popołudnie – lecimy do Egiptu.

Od razu po przylocie zapakowaliśmy się do autokaru (jeśli ten dziwny egipski autobusik tak właśnie można nazwać) i pojechaliśmy do portu. Łódź widziałam już wcześniej na zdjęciach ale „na żywo” wyglądała jeszcze piękniej.

W pierwszy dzień nurkowy powitało nas cudowne słońce, które na szczęście zostało z nami aż do samego końca. Tego dnia mieliśmy zaplanowane dwa nurkowania w ciągu dnia i trzecie – nocne.

Pamiętam jak dziś – mój pierwszy fikołek do wody wykonany wprost z Zodiaka. Fikołek, zanurzenie, zejście do 8 metrów, pierwszy wdech i … ZONK… zakręcona butla. Ja się trochę uśmiałam z własnej głupoty ale moim partnerom nie było do śmiechu. Dobrze, że mój mąż i nasz przewodnik Medhat szybko przyszli z pomocą. To, co po chwili ujrzeliśmy pod wodą wynagrodziło jednak wszystkie wcześniejsze chwile grozy. Bogactwo jakie odkryły przed nami głębiny Morza Czerwonego wprost zapierało dech w piersiach. Zarówno kolorowe rafy jak i wspaniałe okazy ryb jakby zebrały się wszystkie w tym jednym miejscu abyśmy mogli podziwiać i rozkoszować się tym pięknym widokiem.

Kolejne dni dostarczały nam jeszcze piękniejszych widoków i niezapomnianych wrażeń.

Jednym z głównych punktów naszego wyjazdu były wraki. Drugi dzień naszej przygody rozpoczęliśmy od ROSALIE MOLLER. Jest to mało znany ale za to piękny wrak, spoczywający na głębokości 50 metrów. Nurkowanie na Rosalie Moller jest ze względu na znaczną głębokość nurkowaniem trudnym, przeznaczonym dla doświadczonych nurków. Jednak majestat tego wraku na pewno na długo pozostaje w pamięci odwiedzających go nurków.

Pełni wrażeń jakie dostarczyło wszystkim nurkowanie na Rosalie zapragnęliśmy jeszcze więcej. Tego samego dnia popłynęliśmy na wrak frachtowca Thistlegorm. Tym razem aż dwa nurkowania na tym wraku – żeby nic nie umknęło naszym oczom.

Pierwsze zanurzenie to generalne oglądanie wraku z zewnątrz. Widzimy ogromne dziury, które powstały na skutek uderzenia niemieckich bomb, a które to odkrywają teraz zawartość statku – czołgi, bomby, lokomotywę. Drugie zanurzenie to już eksploracja środka statku, gdzie oglądaliśmy zatopione motocykle a nawet kilka samochodów. Oglądanie zatopionego wraku to przeżycie, które trudno opisać ale za to na długo pozostaje w pamięci.

Niesamowitych przeżyć dostarczyła nam również wizyta na Brother Islands. Zarówno Small Brother jak i Big Brother szykowali dla nas niespodzianki na powitanie. Dopływając na miejsce jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka. A może to i lepiej?

Podczas omawiania nurkowania, które oczywiście towarzyszyło każdemu zejściu pod wodę, nasz przewodnik Medhat uprzedził nas, że nurkowania na Wyspach Braci są naprawdę niebezpieczne. Np. w 2006 zaginęła tam grupa 15 nurków! Ciarki wszystkim nam przeszły po plecach ale oczywiście nie poddaliśmy się tak łatwo. Przecież przyjechaliśmy tu nurkować i nic nam w tym nie przeszkodzi.

Mały Brat powitał nas naprawdę silnymi prądami. Jedno z nurkowań na Małym Bracie ja bym nazwała koszmarem. A miało być tak pięknie… Scenariusz wydawał się zupełnie standardowy: mieliśmy być zrzuceni z pontonu przy rafie a później z prądem opłynąć wyspę i powrót na łódź. Nic nie poszło zgodnie z planem. Z pontonu spadliśmy „kawałeczek” od rafy więc trzeba było odrobinę podpedałować. Gdyby to jednak było proste… Okazało się, że prąd jest w zupełnie inną stronę. Jednak co zrobić skoro grupa zaczęła już płynąć w ustalonym kierunku? Pomyślałam „trzeba być twardym a nie miętkim” więc włączam turbo i płynę za nimi. Płynę – hmm… tak mi się tylko wydawało. Przy pedałowaniu ile sił w nogach udawało mi się być w tym samym miejscu i nie wypływać w kierunku niebieskich głębin. Na szczęście jak zawsze z pomocą nadszedł mąż i siła wsparcia w postaci jego mocnych nóg. Dogoniliśmy grupę. Wszyscy razem jeszcze desperacko walczyliśmy z prądem ale w końcu odpuściliśmy.

Nic nie poszło zgodnie z planem ale nurkowanie dla wszystkich zakończyło się szczęśliwie. Niektórzy tylko byli trochę poparzeni podwodnymi roślinami i niespodziankami rafy, która właśnie wtedy pokazała nam jak bardzo może być groźna. Rany i oparzenia szybko się goją, jednak wrażenia i to co przeżyliśmy – to bezcenne chwile, które w nas zostają.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy jak zawsze bardzo wczesną pobudką i nurkowaniem na Dużym Bracie. Bardzo chciałabym opisać podwodne wrażenia ale … nie pamiętam ich. Czy to dlatego, że po raz pierwszy byłam na głębokości 34 metrów? Kto wie…

Pamiętam jednak, że dla niektórych wrażenia były raczej do zapamiętania na długo. Jakie to było dla nas zaskoczenie, gdy nagle ujrzeliśmy dwóch naszych wracających z nurkowania… ale na piechotę. Czyżby prądy znów nie sprzyjały? Oj, Braciszkowie…

Big Brother to była dla nas okazja aby na chwilę postawić nogę na lądzie. Po tylu dniach na środku morza było to całkiem miłe przeżycie.

Naszym ostatnim chwilom na łodzi towarzyszyły delfiny. Płynęły z nami naprawdę długo, jakby chciały, aby te ostatnie chwile stały się jeszcze piękniejszymi. Udało się. Wszyscy szczęśliwi podziwialiśmy te mniejsze i większe okazy i na wszystkie znane nam sposoby nawoływaliśmy naszych morskich towarzyszy. Ale to był widok!

[singlepic=492,320,240,,left]Nie mogłabym nie wspomnieć choć trochę o innych aspektach tego Safari – tych wieczornych oczywiście. Tańce na pokładzie i super zabawa były naszym nieodłącznym towarzyszem. Jak się okazało, wspaniały organizator naszego wyjazdu jest nie tylko logistycznym mistrzem – to również mistrz parkietu. Tak tak Andrzej, o Tobie tu mowa. „Typ Niepokorny”, którego dla nas nie tylko śpiewałeś ale i tańczyłeś…. (hmmm…) to właśnie Ty. Czy wiesz, że jak słyszę Kombi i ich „Black and White” to od razu widzę nas wszystkich tańczących na pokładzie?

Po południu przybiliśmy do portu. Postawiliśmy nogę na lądzie ale… o kurcze, nadal buja! Tak przynajmniej nam się wydawało. Wieczorem jeszcze ‘wypad’ do dyskoteki na plaży a następnego dnia rano transfer na lotnisko. Wieczorem już byliśmy w Warszawie.

Dla mnie to Safari było serią odkryć i „pierwszych razów”. Bo przecież pierwszy raz nurkowałam poza polskimi jeziorami, pierwszy raz skakałam do wody z pokładu statku, pierwszy fikołek z Zodiaka… Mogłabym długo wyliczać. Ale mam nadzieję – nie nie poprawka WIEM TO – na pewno nie było to ostatnie Safari.

A więc do zobaczenia za rok

Agnieszka

Zapraszamy na safari nurkowe, dołącz do nas.

Tagi strony: , ,

Zobacz także najnowsze oferty naszych wyjazdów nurkowych: