nurkowanie Filipiny 03/2009

filipiny-ola-3-7.jpgnurkowanie Filipiny

Wyprawa zorganizowana na Filipiny w marcu 2009, ze stopem w Singapurze na spotkanie ze znajomymi – nurkowanie Filipiny:

Program wyprawy ze strony www.tanienurkowanie.pl

Singapur ciekawe miasto, goraco, prano i do domu daleko. Magda przygotowala mi program taki ze trzeba było prosić o odpoczynek ha ha… ogolnie cale dnie na nogach, bylysmy w Zoo gdzie niestety padalo ale widzilam biale tygrysy, i zglosilam sie na szol z lwem morskim i rzucalam mu frezbee. 0 mam zdjecia Magda mi zrobila, widzialam tez pingwiny duzo innych zwierzat, ale one tez sa w warszawskim Zoo. pozniej pojechalysmy pochodzic po Singapurze, dzieciaki dzielne na maksa, Kalinka caly czas chodzila, a Konradek spal tylko pol godziny w wozku… przez to ze duzo pada to juz japonki porobily mi rany i sobie kupilam buciki:) wlasciwie jedyna rzecz, ktora kupilam tutaj oprocz jedzenia hi hi… no a teraz zjedlysmy kolacje , dzieci polozone i bedziemy szly na basen:) odpoczac i pozniej spac.. bo dzieciaki wstaja wczesnie i juto pewnie znowu po siodmej trzeba bedzie sie zwle, ale to bedzie ostani dzien w Singapurze, wiec trzeba ostatni dzien na maksa pochodzic, mam nadzieje za duzo nie bedzie padalo… Uwazam na siebie, malo jadlam i nie ekperymentopwalam tylko kurczak ryz i krewetki… bo sie balam o zaladek:) Wczoraj jeszcze spotkalam sie z Dawidem i jego zona na pozegnanie, bylo milo. Ja juz czuje ze ejstem na wakacjach:) i bardzio sie z tego ciesze. Sinagapur opuszczałam wiedząc już co to są Crocsy, które uratowały mi stopy; później się dowiedziałam że przelicznik $ singapurski nie jest 1,9 tylko 2 ,2 PLN, ale ktoby tam liczyl… hi hi

Wsiadlam w metro, do którego doczalgalam się z bagazami i dojechałam na lotnisko. Ogolnie pusto było na lotnisku, 7:00 wiec chyba nie za duzo jeszcze się dzialo. Do odpraw nie było kolejki i liczylam na to ze Pani będzie laskawa z bagazem…. Za nadbagaż nie zapłaciłam dzieki Bogu. Pozniej postanowislam zjesc sniadanie, Magda chleb bananowy jest przepyszny, zupełnie jak ciasto, DZIEKUJE mniam mniam. Dalsza podróż bez wiekszych przeszkod, międzylądowanie, wyrzucili nas z samolotu, 40 min czekania na lotnisku i z powrotem na 40 minutowy lot do Cebu. Tam również bez przeszkod, odnalazł się bagaz i czekal transport z lotniska… i tu przygoda się zaczyna. W taksówce z hotelu czekal na mnie Klaus, szwedzki przewodnik, który oznajmil mi, albo raczej się zapytal, czy zdaje sobie sprawe z tego ze jestem jedyna osobka na tym calym wyjezdzie, zwanym pozniej Adventure, która nie jest ze Szwecji? Oczywiście zrobilam duze oczy, ale niestety było za pozno na odwrot. Pomysalam sobie w duchu ze dobrze ze Szwedzi, bo przynajmniej mowia po angielsku, gorzej byloby np. z Francuzami, hi hi…

No i tak, znalazłam się w hoteliku, podrzędnym raczej, gdzie spędzaliśmy jednac noc, pokoj w suterenie rzekłabym, ale wentylator był i woda… zimna, jak się przekonalam przez najbliższe prawie dwa tygodnie, loklany standard. Przebralam się i poszlam na zakupy w poszukiwaniu lokalnego Suron, zapomniałam recznika, poza tym wytłumaczono mi ze większość ciuchow nie przyda mi się na lodzi, zgadnijcie co, mieli racje… Poszlam się przejść po ulicy w Cebu, gdzie każdy trabil i patrzyl się dziwnie na biala osobke z Europy… zakupow dokonalam, zrobilam koleczko obok City hall i innych miejsc, gdzie samochody powodowaly ze szczeka opadala ze zdziwienia, bieda na maksa dookoła, ze wladza ma pieniadze… czy to cos dziwnego?

Po spacerze wzielam szybka kapiel w basenie na dachu i psychicznie przygotowałam się na kolacje z nowymi znajomymi. Jak się okazalo ludzie bardzo mili, mowia po angielsku i ogolnie superr…. Po kolacji szukaliśmy przez 1,5 godz karty sim filipińskiej dla mnie, udalo się finalnie. Po nocy w „ruderowym” hoteliku pakowanie i podroz 3 godz busikami na lodke. Już pierwsze „strczki” ale ogolnie postanowilam się nie denerwowac, przeciez jestem na wakacjach dojechaliśmy na miejsce po drodze zatrzymując się na siusiu w sklepie gdzie obok podziwialiśmy przepiekne koguty hodowane na walki dosc popularne w tych regionach…. Okropności… ale coz…

Lodka, która miala nas zabrac na Malapascue, jak się pozniej okazalo nasz codzienny transport, nie przmowil do mnie za bardzo ale coz…. Nie ma czego wybierac. Po 30 minutach dopłynęliśmy w upale na wyspe, przesliczna rajska wypeka od razu centrum nurkowe, gdzie zostawiliśmy sprzet i zapisaliśmy się pozniej zakwaterowanie w resorcie około 200 metrow dalej wzdloz plazy… udalo sie i mam pokoj sama. Super luksus, lozko małżeńskie, klima (prad wylaczyli od 11:00 do 17:00) lazienka, prysznic i… zimna woda oraz gekony w sąsiedztwie, jak się pozniej okazalo nie dajacy zasnąć… ale co tam trzeba się bratac z natura…
Nurkowanie po poludniu, plyniemy na nocne, wiec mamy chwile na lunch i na masaz na rajskiej plazy…. Bajka, a pozniej kapiel, czy jestem w niebie?:)

Po masazu kapiel w morzu/oceanie i przygotowanie się na nurkowanie. Co się okazalo, ze nie mam adaptera na te butle, pożyczyła mi osoba ,wiec o tyle dobrze ze nie musiałam tracic nurkowania, kupilam pozniej swój i zgadnij co? Tak tak oczywiście ze go zgubilam, wpadl mi do wody na szczescie zostal jeden na lodzi wiec nie musiałam tracic nurkowania. Ale po kolei, nocne nurkowanie na podatku takie sobie, mnóstwo ludzi, bo 16 osob nad jednym kawałkiem rafy czeka na mandaryn Fish, może i fajna sprawa ale mnie to nie kreci. Dopiero pozniej jak się rozdzieliliśmy to super zabawa, koniki morskie, osmiornice, kraby etc… rewelacja. W grupie z dziewczynami, które maja aparaty, wiec ogolnie nurkowanie strasznie powoli, ale postanowilam, ze się denerwowac nie będę bo przeciez jestem na wakacjach.

Kolacja i zaczynamy kurs o rekinach, ciekawe po szwedzku, a ja mam tlumacza na ucho, ale jakos poszlo tylko strasznie zmeczona, jednak zmiana czasu, upal i takie przenoszenie się z miejsca na miejsce meczy. Rano wstajemy o 4:20 aby wypłynąć o 5:00. Dzieki Bogu, ze mnie dziewczyny dobudzily, bo przez przypadek mialam glos wylaczony w telefonie, ale to dla mnie wyzwanie wstac o 22:00 czasu polskiego… nic to warto było, oprocz zgubionego adaptera widzieliśmy rekiny threshershark oraz plaszczki devil rays. Nie wiadomo było w którym keirunku patrzec, nurek na nitroxie, ponad godzinny zreszta, podobno rzadko się takie cuda zdążają, aby na raz mieć dwa rekiny i dwa deviel rays, a nam się udalo. Drugi nurek w tym samym miejscu, ale już nie takie przezycia. Na lunch na wyspe i po poludniu wyplyniecie na kolejne dwa nurkowania. O tych nurkowaniach by pisac i pisac, wiec może aby Cie nie zanudzac to tylko powiem, ze były rekiny z biala latka, rafowe, troche rafy i ślimaczki.

Ale meczace zycie na tej lodce. Wieczorem kolacja, w restauracji w knajpie na plazy, na obiad mialam pecha i czekalam 2 godz wiec już wiecej tam nie jedliśmy. Znowu pobudka o 4:20, zegarki dwa dzwonily, dziewczyny się dobijaly do okien i drzwi, a ja nic…. Dzieki Bogu, ze się w koncu obudzilam i zdazylam na styk. Szukaliśmy rekinow młotów, ale żaden nie przylynal, wiec piekne nurkowanie w blekicie…. Co tam takie tez musza być. Pozniej nurkowanie tam gdzie dzien wczesniej i znowu rekin po poludniu na wraku, kiepska widoczność i prad ale przyjemnie.

No i tak mniej wiecej wyglądało 5 dni na wyspie, pozniej zmiana miejsca, powrotem lodka na wyspe i powrot do Cebu. Tam 2 godz w centrum handlowym i przejazd na prom. Pchamy się nie wiadomo co, gdzie jak i dlaczego… Az udalo się dostac do autobusu, jak się pozniej okazalo blizej było na prom z budynku, niż z autobusu, ale kto wiedział. Grupa miala szczescie ponieważ organizatorzy wykupili 3 kajuty Ambasador, i udalo mi się jedno lozko wylosowac…. Pozniej spanie na sali głównej zamknietej to było 1st class, a spanie na lozkach pietrowych na otwartym powietrzu to klasa turystyczna, była tez jeszcze zwierzeca. Ale przezycie, mowie Ci….

Po 12 godz rejsie, jak się pozniej okazalo jednak 14,5, ale kto by nas o tym wczesniej chciał poinformowac, dotarliśmy do portu gdzie zmienialiśmy promy. Po oczekiwaniu, przepychaniu się dostaliśmy się na cos w stylu wodolotu i półtorej godziny pozniej znaleźliśmy się na miejscu. Odebraly nas busiki i pojechaliśmy do resortu, raj na ziemi, na spotkanie z przygody! Snurkowanie z rekinami wielorybimi… już nie mogłam się doczekac, ale przezycie, udalo nam się snurkowac, mojej lodce 9 razy z olbrzymami, niesamowite uczucie jak widzisz 5 metrowego giganta metr od Ciebie… bajka…..

Wieczorem wycieczka po rzece w ramach ogladania świetlików, super zabawa tylko czemu się naszej lodce popsul silnik? Nic to wido świetlików niesamowity, a jak dziwinie wyglada światełko poruszające się po rzece? To byli poławiacze krewetek… niezły widok…

A my znowu się przemieszczamy, cay dzien na lodce, ciezko upal 35 stopni, zero prawie cienia, a Ty spedzasz tam 10 godz. Nurkowania macro, ślimaczki etc… spory prad, wiec niedoświadczeni mieli zabawe… a jakie sliczne widoczki, wioska miedzy dwiema wysami, dzieciaki miejscowi mieli zabawe i skakali ze „spojerow” naszej lodki przez pol dnia. Kolejna podroz i pod godz dopłynęliśmy dopiero do raju. Wyspa, plaza, domki i dom na wzgorzu, raj na ziemi… tu spedzimy trzy noce i kolejne nurkowania, gdzie szukaliśmy mant, były, ale nie za duzo, nurkowania w pradzie , balam się, ale okazalo się pikusiem…. A pozniej już tylko powrot z rau do miejsca, gdzie były spotkania z rekinami wielorybimy. Tym razem 7 ich było, jednego o maly wlos nie przejechaliśmy….

Kurs o rekinach zaliczylam i będę miala pierwsza w zyciu licencje Padi hi hi…
I przejaz na lotnisko, ciekawe przezycie, lot lokalny z Legazpi do Manili. Prawie zero kontroli dla białych, mnóstwo czekania i znowu udalo się nie zapłacić za nadbagaż, ale nie zdradze sposobu;-)
Dostalam miejsca przy oknie i można było podziwiac wulkan z okna! Przepiekny widok.

Na miejscu w Manilii przejazd do hotelu i od razu idziemy do Oceanarium. Super przezycie, rekiny, manty, plaszczki etc… foot Spa, gdzie darlam się w nieboglosy, jak rybki objadaly mi stopy, aby je oczyścić… a pozniej padalam ze zmeczenia, a nikt nie chciał wrócić do hotelu…nic to…

Ostatni dzien na Filipinach, zostalo nas garstka, moja współlokatorce odlecial samolot, pomylila daty…
A my poszismy do centrum handlowego i jeździliśmy na łyżwach, niezle co…. 35 stopni na zewnatrz, a ja marzlam jak osika ha ha ha…

Powrot mialam opisywac ale stwierdzilam ze nie będę już nie ma co ……. Ogolnie było super, wypoczęłam,opalilam się i nie mogę wrócić teraz do pracy;)

Ola Rzerzutko

Przeczytaj program wyprawy

inne wyprawy na Filipiny

zobacz inne oferty na stronie www.tanienurkowanie.pl

Tagi strony: , , , , , , , , , , ,

Zobacz także najnowsze oferty naszych wyjazdów nurkowych: