safari nurkowe Egipt 10/2008

safari6.jpgsafari nurkowe Egipt

Poniżej relacja Agnieszki z safari oraz krótki film z wyjazdu – safari nurkowe Egipt, jeżeli chcesz wyjechać na podobne safari sprawdź propozycje –> safari nurkowych.

Październik w Polsce oznacza początek jesieni, która niestety nie zawsze jest taka ZŁOTA jak w przysłowiu. My postanowiliśmy przyjemnie spędzić pierwsze pochmurne dni i właśnie dlatego zaplanowaliśmy nasze Safari Nurkowe w Egipcie.

Większość z nas doskonale poznała się już na wakacjach w roku 2007 i odliczając dni czekaliśmy kolejnego wspólnego wyjazdu. Spotkanie naszej ‘silnej grupy’ na lotnisku było początkiem wspaniałego tygodnia. Pewnym krokiem i w doskonałych nastrojach (wszyscy tam obecni wiedzą o czym myślę a co ze względu na cenzurę pominę w opowieści) wkroczyliśmy na pokład samolotu.

Na lotnisku w Egipcie powitał nas powiew gorącego powietrza a także nasz egipski przyjaciel (przez niektórych nazywany Egyptian Brother) Medhat. Po krótkiej ale za to wesołej podróży autokarem dotarliśmy do portu w Marsa Alam, gdzie czekała nasza łódź – „My Aphrodite”. Tego wieczora wszyscy zasypialiśmy z nadziejami na piękne i pełne wrażeń spotkania z bogactwami Morza Czerwonego.

Pierwszy dzień i pierwsze nurki to tradycyjny check dive na pobliskich rafach – Abu Galaba i Abu Giawa. W mojej pamięci oczywiście cały czas były pierwsze nurki z poprzedniego Safari –np. niezapomniany skok z zodiaka z zakręconą butlą. Ten wyczyn w stylu blondynki chyba na zawsze będzie numerem jeden w moich podwodnych przygodach 😉

Tym razem wszystko odbyło się jak trzeba. Pierwszy dzień nurkowy zakończony sukcesem.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy jak zawsze wczesnym rankiem. Możecie mi wierzyć lub nie ale briefing o 6 rano przestaje być straszny jeżeli ma się perspektywę nurkowania w cudownie ciepłej wodzie. Jak się po kilku minutach okazało, pierwsze dwa nurki tego dnia to prawdziwy raj dla wszystkich – Elphinstone. Większość z nas znała to miejsce jedynie z opowieści więc tym bardziej cieszyliśmy się na myśl o tym co nas czeka.

ElPhinstone to jedna z najsłynniejszych i najpiękniejszych raf Morza Czerwonego. Położona jest zaledwie 12 kilometrów od brzegu w rejonie Marsa Alam. Owalny kształt rozciąga się z północy na południe. Z tych dwóch stron rafa zakończona jest łagodnie opadającymi plateau. Północne jest znacznie płytsze, zaczyna się na głębokości 5 metrów a kończy na ponad 30. Po przeciwnej stronie rafy plateau jest znacznie głębsze i formując ostry klin opada do ponad 60 metrów. Wschodnia i zachodnia ściana to pionowe formacje koralowe stromo opadające do ponad 100 metrów.

ElPhinstone to również duże prawdopodobieństwo spotkania rekinów. Podobno są one tam regularnie dokarmiane stąd szansa na ich spotkanie jest naprawdę duża.

Pakujemy się z łodzi na zodiaki, na hasło „jump” wszyscy wykonujemy zgrabny fikołek do tyłu, na kilku metrach odnajdujemy swojego partnera i płyniemy… Już po chwili wiedziałam, że usłyszane wcześniej opowieści to wszystko prawda. Myślę „kurcze, jak tu pięknie. Ola miała rację…”. Z każdą minutą moim oczom ukazywały się kolejne wspaniałe miejsca tej rafy. Ile tam było życia… Cała rafa we wspaniałych kolorach, delikatnie falująca pod wpływem prądów, chwilami zamykająca się i otwierająca. A do tego wszystko otoczone mnóstwem tych małych i tych większych rybek. Naprawdę bajeczny widok.

Drugi nurek na ElPhinstone to również miłe dla wszystkich przeżycia – udało nam się wypatrzeć rekina. Płynął majestatycznie ale niestety dość daleko – ok. 30 metrów od grupy. Kompletnie nas ignorował. Wszyscy oczywiście rzucili się do robienia zdjęć ale napotkany przez nas morski towarzysz najwyraźniej nie miał ochoty na sesję fotograficzną. Po kilku minutach jego płetwa była już tylko wspomnieniem.

Po zakończonym nurkowaniu, kiedy kolejno wchodziliśmy na rozkołysaną falami łódź, nasze twarze i uśmiechy zdradzały wszystko;)

Kolejne dni naszego wyjazdu mijały wg dość standardowego schematu: 6:00 briefing, przed 7 pierwsze zejście do wody, później jeszcze 2 kolejne a czasem czwarte – nocne. Między nurkami przyjemne leżakowanie na słońcu, jedzonko, drzemki. Wieczory był to czas już tylko na odpoczynek – z reguły przy dobrym drinku.

Dla części z nas wspaniałym przeżyciem okazało się nurkowanie na St.Johns Habily Gafar. Jak zawsze briefing o 6:00, kilka ustaleń z dive masterem i możemy płynąć. Pamiętam, że tego dnia wyjątkowo mocno bujało… W takie dni wszyscy wyjątkowo sprawnie się ubierali aby jak najszybciej znaleźć się pod wodą – tam już było spokojnie.

Skok z Zodiaka, zanurzenie i grupa rozpoczyna nurka. Już po kilku chwilach Medhat dał sygnał grzechotką i jak strzała zaczął płynąć w kierunku toni. No nie bez powodu oczywiście. Oczom zebranych ukazało się stado 6 rekinów! Cóż to był za widok. W pierwszym odruchu oczywiście popędziliśmy za naszym dive masterem, aby móc z bliska podziwiać podwodnych towarzyszy. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, że osiągnięta głębokość zaczyna robić się dość niebezpieczna. Niektórzy niestety musieli wycofać się chociaż o kilka metrów do góry.

A szkoda bo taki widok podobno nie zdarza się każdego dnia. Ja natomiast jestem pewna, że nie był to zwykły przypadek. To nurkowanie było dla mojego męża jubileuszowym – 100! Te rekiny oczywiście zamówione dla Ciebie Kochanie;)

Z sentymentem wspominam ostatni dzień nurkowy i wizytę na Claudii. Jest to wyjątkowo interesująca rafa na południowym skraju Fury Shoal, pocięta systemem korytarzy i komnat, do których wejścia prowadzą od strony kotwicowiska. Przy zachodniej stronie rafy rozciągają się piękne ogrody koralowe. Korytarze były miejscami naprawdę bardzo wąskie i mieścił się tylko jeden nurek. Dlatego bardzo spokojnie i powoli płynęliśmy jeden za drugim, podziwiając wszystko to co nas otaczało. Chwilami tylko jakiś niezdyscyplinowany fotograf Marcin zatrzymywał się na dłuższą chwilę no i oczywiście wstrzymywał całą grupę. Pamiętam, że jeden taki stop zakończył się spotkaniem bliskiego stopnia z koralami. Ale nie ma tego złego – Artur mógł przywieźć do Polski namacalną pamiątkę spod wody – starte czoło 😉

Nurkowania na Claudii to również okazja spotkania naprawdę dużych okazów Napoleona. My widzieliśmy dwie potężne sztuki. Jeden z nich pływał z nami i był na wyciągnięcie ręki. Bardzo dumnie i z klasą przemieszczał się i omijał zgromadzonych wokół niego i podpływających ze wszystkich możliwych stron nurków. Zerkał tylko na nas swoim wielkim okiem. Ciekawe co myślał… A może lepiej nie wiedzieć?

Ostatni wieczór na łodzi to tak oczekiwana przez nas wszystkich impreza. Z szaf i walizek wyjęte zostały wszystkie lotniskowe zapasy, załoga łodzi przygotowała przekąski i inne smakołyki, z głośników wypłynęła egipska muzyka więc… Let’s the party begin  No i się zaczęło. Jak się kolejny już raz okazało, nasz przyjaciel Medhat to człowiek wyjątkowo rozrywkowy… Z każdą kolejną piosenką porywał do tańca kolejnych uczestników wyprawy.

Dla mnie ten wieczór okazał się dodatkowym tanecznym doświadczeniem. Nasz kelner ‘Mr OK’ to prawdziwy mistrz w tańca „Shake your ass”. Nie mogłam więc nie skorzystać i odmówić sobie choć krótkiej lekcji u zawodowca.

Ostatni dzień na łodzi, mimo, iż bez nurkowania, dostarczył nam dużo wrażeń. Popłynęliśmy na Dolphin Reef, która jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem spotkań z delfinami. Dla nas również okazała się szczęśliwa. Po ok. 30 minutach polowania (tzn. poszukiwania) delfinów spotkaliśmy stado ok. 20 delfinów. Cudowny i niezapomniany widok.

Niestety tego wieczora musieliśmy już pakować bagaże i opuścić łódź – nasza podróż dobiegła końca. Wyjazd na Safari znów okazał się dla mnie wspaniałym przeżyciem. Zarówno podwodne wrażenia jak i wrażenia na pokładzie (Kochani, wszystkim Wam bardzo dziękuję), na długo jeszcze pozostaną we mnie.

Pełna nadziei na kolejny wspólny wyjazd czekam na październik 2009…

Agnieszka

Zobacz poniżej krótki film z wyjazdu oraz sprawdź propozycje –> safari nurkowych

Tagi strony: , , , , , ,

Zobacz także najnowsze oferty naszych wyjazdów nurkowych:

Napisz komentarz: